Dodane przez Bartłomiej Obecny

Powiało wiosną. Dało się to odczuć nawet w wiecznie zadymionym i zakurzonym mieście. Kiedy rano stwierdziłem, że oprócz świeżych pędów, pąków i kwiatów wyjrzało słońce nie zastanawiałem się zbyt długo. Świeżo „upieczona” czeska szesnastka z długimi zamkami i 78% pokrycia z lewki, a 74% z prawej lufy czekała na „weryfikację”. Oby tylko trafić. Podstawowy środek lokomocji – motocykl WF. Jedziemy! Przyjemny wiosenny powiew muska twarz, powyżej „sześćdziesiątki” trzeba założyć gogle. Powoli przesuwa się wąska wstęga asfaltu, motor pracuje równo, do Nowego Warpna pozostało jeszcze kilka kilometrów. Teraz trzeba zjechać w prawo przy krzyżu nie dojeżdżając do Warpna. Pojedziemy lasem, a potem polną droga w stronę Miroszewa. Tak nazwano jedną jedyną chałupę stojącą wraz z oborą tuż nad Zalewem. Analiza nadbrzeżnej skarpy wykazała obecność cegieł. Wiele lat temu zawaliła się tu już jakaś chałupa, a wody Zalewu zabrały kawał brzegu. Walczą więc mieszkańcy o umocnienia – inaczej sami też kiedyś do tej wody zjadą. W połowie polnej drogi skręciłem w prawo – w stronę samotnej gruszki. Tu będzie można zostawić motor i przejść się po okolicznych mokradłach. Wyjrzę też trochę nad Zalew. Stawiam więc motocykl w krzakach i na wszelki wypadek maskuję go. Po co ma kusić do złego … Później zaczynam wędrówkę po mokradłach poprzecinanych rowami w pasie łąk przyległych do Zalewu. Czasem mijam małe brzozowe laski i stamtąd właśnie, jakby chciał się pochwalić, w słońce staruje pierwszy kaczor. Widzę wyraźnie piękną, zieloną głowę, nakrywam go lufami … Tak, moja strzelbinka nie daje mu szans … Nie można tylko dopuścić do zbyt bliskich strzałów, to skupienie śrutu uszkodziłoby tuszkę. Podnoszę kaczora z łąki piękne, wiosenne trofeum. Ponieważ niestety nie mam psa, dopuszczam tylko takie strzały, z których ptaki spadną na dostępną przestrzeń. Wokoło
tętni życie, w promieniach wiosennego słońca błyszczą podmokłe łąki, złotem ścielą się grupy kaczeńców. słychać delikatne bulgotanie szpaków, a z góry dobiega – bee! lotnego baranka. To bekas uruchamia w ostrym pikowaniu w dół lotki swego ogona. Ale uwaga! Grzmią skrzydła i cztery kaczki rwą się przede mną z rowu. Oddalają się czym prędzej. Trzy z nich błyskają białymi lotkami kaczory! Daleki strzał strąca jednego z nich. A, strzelbinka moja! Maleńka ptaszyna …
Potem pudło – rzecz myśliwska – i jeszcze jeden, też grający w słońcu wszystkimi barwami. Południowe słońce rozleniwia. Trzy – dość … Zresztą, czy to tak wypada … czy można ingerować strzałami w te wiosenne misteria wszelkiego stworzenia … Nie wolno się pomylić. Przerwać życia matki nie wyklutych jeszcze piskląt. Czy rzeczywiście nadmiar kaczorów na wiosnę utrudnia kaczkom wyprowadzenie młodych? Stoję na wale spoglądając w bezmiar wód Zalewu tak błękitnych dzisiejszego przedpołudnia. Tak, trzy – dość. Jeżeli w ogóle …
Powoli wracam do motoru. Powietrze przenikają gwizdy, kląskania i inne wiosenne odgłosy. Pachnie wyzwolona po zimie ziemia. No, już jest. Mocuję kaczory jak należy, start nożnym rozrusznikiem i zdrowy terkot silnika wynosi nas na drogę. Ale, zaraz – terkot przycicha, silnik dławi się, gaśnie … Co jest? Odkręcam filterek na przewodzie doprowadzającym paliwo z baku do silnika – zatkany. – Co, u licha?!. Ziemia. Ktoś nasypał ziemi do baku! Niczego nie zauważyłem, tak ładnie wszystko na zewnątrz oczyścił. No i proszę! – Zamaskowałem motor, na wszelki wypadek … Czy to przysłowiowa bezinteresowna nieżyczliwość ludzka? Skąd się tam ten ktoś wziął? A może to przedstawiciel organizacji ekologicznej występującej przeciw wiosennemu odstrzałowi kaczorów? Mógł chociaż coś powiedzieć …
Do domu, zamiast godzinę, jechałem sześć. A kaczorów na wiosnę od dawna już nie strzelamy …

Jerzy Turzański

Możliwość komentowania została wyłączona.


Wydrukowano w dniu: 2024-04-08 08:12:03 GMT